Rewolucji nie ma! Jest lepiej!

1 marca nastąpiła długo oczekiwana zmiana przepisów. Nareszcie prośba narzeczonych o to, by ich ślub odbył się poza Urzędem Stanu Cywilnego, nie może zostać z góry odrzucona.

Nowe zapisy w ustawie nie są żadną rewolucją. Śluby poza urzędem od wielu już lat są organizowane – sama mam na swoim koncie przynajmniej kilkadziesiąt takich realizacji. Jednak rzeczywiście, dotychczas było to trudniejsze do załatwienia. Dzięki zmianie przepisów, które weszły w życie z 1 marca, urzędnik USC musi wziąć pod rozwagę prośbę narzeczonych i jest zobowiązany do wizji lokalnej wskazanego przez nich miejsca ślubu.

Nie spodziewajmy się, że to oznacza, że teraz można sobie pozwolić na każde szaleństwo. Jeśli uprawiacie ekstremalne sporty lub jesteście nudystami i marzy Wam się zawarcie ślubu w balonie, pod wodą, podczas skoku ze spadochronem lub na plaży pełnej Waszych nieodzianych niczym przyjaciół – nie nastawiajcie się na sukces. Nowa ustawa to raczej usankcjonowanie tego, co i tak już się dzieje, niż dopuszczenie czegoś zupełnie nowego.

Co tak naprawdę się zmienia? Przede wszystkim, i to chyba najważniejsze, urzędnik na pytanie o to, czy możemy zorganizować ślub poza USC, nie może odpowiedzieć „nie, bo nie”. Ma obowiązek rozważyć propozycję narzeczonych i dokonać wizji lokalnej miejsca, w którym chcą się pobrać. Przepisy określają jednak, jakie cechy musi spełniać wskazane przez narzeczonych miejsce, aby urzędnik mógł wyrazić zgodę na ślub właśnie tam.
A zatem, jakie ma być? Musi być godne i bezpieczne. Trzeba zapewnić godność urzędu i bezpieczeństwo i komfort wszystkich uczestników uroczystości zawarcia małżeństwa. Bądźcie przygotowani na to, że gdziekolwiek brać ślub będziecie, musicie zapewnić stolik, krzesła, oznaczenia państwowe („orzełka”), musicie siebie i urzędnika osłonić przed deszczem, wiatrem, hałasem, wszelkim niebezpieczeństwem. No i oczywiście, przygotujcie się na wyższą opłatę. Ślub poza USC będzie kosztować 1000 zł.

Trwa ładowanie komentarzy...